Bez wątpienia, jak już to zostało kilkakrotnie razy napisane, książkę czyta się jednym tchem. Ja sama zaczęłam około północy i czytałam niemal bez przerwy do popołudnia :) Historia o prostytutce i „porządnym” mężczyźnie oraz ich niezwykłej miłości początkowo wydawała mi się wątkiem trochę oklepanym i obawiałam się, że będzie to po prostu kolejne wciągające romansidło. Zniechęcał mnie też tytuł (zresztą nie najlepiej przetłumaczony – o oryginale „Reedeming love”, czyli miłość, która daje odkupienie). A jednak, kiedy zaczęłam czytać byłam zdziwiona. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak niezwykłym połączeniem treści – z jednej strony pokazujących żywą relacje z Bogiem, uczących jak żyć zgodnie z jego wolą, jak go słuchać oraz pokazujących Jego miłość do człowieka, z drugiej natomiast opisujących niezwykłą dynamikę ludzkich uczuć i decyzji składających się na miłość między kobietą i mężczyzną. To, co najbardziej mnie zachwyciło, to piękny, zarazem delikatny jak i bezpośredni, opis erotyki – ukazanej jako wspaniały dar od Boga i coś budującego miłość. A jednocześnie wyraźne ukazanie różnicy, między erotyką która niszczy a erotyką, który buduję i daje radość. Choć mimo wszystko daleka jestem od twierdzenia, że jest to najwspanialsza powieść, jaką przeczytałam w życiu, to jednak polecam ją gorąco.